ja

Love me like you do

W duszy gra mi numer – love mi like you do…

Dziś to nie jest piosenka o miłości do mężczyzny, to o miłości do życia, którą na jakiś czas straciłam, a teraz łapczywie odzyskuję. Nie dramatyzujmy, nie zwalę tego na macierzyństwo. Zwalę na lęki przed realizowaniem siebie wbrew gotowym, jedynie słusznym przepisom na życie.

Ze wzrokiem szaleńca chwytam się nowych pomysłów, projektów i z niedowierzaniem otwieram skrzynkę, w której czeka mail z informacją, że ktoś grubą kasę oferuje za aktywny link do jednego z wpisów właśnie u mnie. Bo coś, co wyrosło z kompleksów, bezsilności, może nawet i depresji, okazało się biznesem.

Bo nieśmiało wyszeptane marzenia zaczynają spełniać się jedno po drugim. Palmy? Dziś wyrobiliśmy paszporty.

Kocham życie – love me like you do…

nie wiem ile mam darmowych minut do wykorzystania, żyję już sobie te trzy dychy, a dopiero nauczyłam się być szczęśliwa :)

Z pewnością moje małzeństwo ma w tym swój duży udział, ale powiedzmy sobie szczerze, co mi po księciu z bajki, jak nie potrafiłam być szczęśliwa sama z sobą, nie potrafiłam otworzyć oczu i czuć wdzięczności za promień słońca, za każdy oddech, za minkę mojego dziecka.

Jeśli potrafisz być szczęśliwy, nie potrzebujesz szlachetnych okoliczności, liczy się gotowość, by przyjąć życie z ufnością, optymizmem i nie pozwolić ugasić płomienia.

Marta Szyszko