Na przedmieściach

Na przedmieściach czas płynie bez poczucia winy nad trwonioną minutą. Kobiety wypachnione, od fryzjera i w sportowych ciuchach mają czas by pokonwersować z sąsiadami, swoim dzieckiem, panią za ladą.

Jeśli to jest to samo miasto, to z pewnością inny puls. Patrzę na swoje podkrążone oczy, na życie które wiodłam wcześniej w lesie blokowisk i wściekłych kierowców i dociera do mnie jak bardzo tam nie pasowałam, jak odbiło się to na moim zdrowiu, jakim kłębkiem nerwów jest się w sklepie gdy inni chrząkają, bo zbyt długo szukasz drobnych, na ulicy, gdy ktoś wściekle cię pospiesza, bo rozwaliłaś się z dzieciakami, a tu każdy spieszy się do swoich spraw –śmiga. Po jakimś czasie też śmigasz.

Sklepy spożywcze rodem z prlu, z ludźmi z tamtych czasów, bezpretensjonalnie kupujący dziecku lizaka, idący z nim za rękę, jestem oczarowana.

Zaprzyjaźnione starsze panie spacerują po lesie dzieląc się historiami swojego życia, słońce codziennie zachodzi inaczej, w lesie blokowisk nawet nie widziałam zachodów słońca, nie mogłam ich podziwiać, popijając herbatę na balkonie, wdychając rześkie powietrze. Nie dostrzegałam magii wielu prostych spraw, nie umiałam wyrobić w sobie dystansu.

Tyle natchnienia do pisania, do śmiechu, tyle nowej energii by żyć. Nie, to nie wczasy, to mój nowy dom na przedmieściach, a właściwie mieszkanie.

Po co obawiać się wielu spraw- jak to będzie, jak się odnajdę, jak dzieci się zaaklimatyzują? Po prostu czasem jest pięknie i nie trzeba na siłę doszukiwać się drugiego dna.

Sprzedawca – robot? Zamiast niego w „Prawdziwym warzywniaku” wymieniam żarty i cierpliwie słucham o pochodzeniu każdej marchwi – ta rośnie w Błoniach, truskawki są od pani, która używa odchodów świerszczy – to dopiero azotany. Wszystko pachnie, mami kolorami, jeśli konsumować to prawdziwe jedzenie, zdrowie, witaminy i dobrą karmę od sprzedawcy, który zostawia interes na oku sąsiadki i pomaga zanieść moje warzywo do samochodu.

Takie mikrochwile, takie otoczenie i taki klimat odkrywają przede mną magię każdego dnia na nowo. Nie według planu, ale z marginesem na to co nieprzewidziane, niepowtarzalne i po ludzku proste.