Mój nowy dom

Swego czasu czekałam na ten moment z niecierpliwością – utożsamiałam brak wewnętrznego poczucia zadowolenia i satysfakcji z tym co mnie otaczało.  Segregując rzeczy na te do oddania, wywiezienia, spalenia i wreszcie – nadające się do zabrania w dalszą podróż, dochodzę do wniosku, że mój dom to nie podłogi, nie liczba pokoi i nie nowoczesne meble kuchenne.

Mój dom to pasja, relacje z najbliższymi, których nie zaniedbałam by jak najszybciej utwierdzić się w poczuciu życiowego sukcesu.

Mój dom to wizja nieustannego rozwoju w dziedzinie, która mnie fascynuje, a więc pisaniu. Mój dom to nie biurko, lecz komputer, na którym zapisane są zdjęcia, blogi, na których pełno moich przemyśleń, to postępy jakich dokonałam w postrzeganiu siebie, świata i pojęcia sukcesu.

Mój dom to to, że coraz lepiej potrafię radzić sobie z frustracją, która nawiedza mnie raczej jako rzadki kumpel z przeszłości, a nie odwieczny cień. Mój dom to to, że wiem czego chcę i potrafię cieszyć się ze wszystkiego co już osiągnęłam, że nie wymagam od siebie niemożliwego i nie zaglądam przez dziurkę od klucza na perspektywy, które mamią, ale w gruncie rzeczy nie są mi do niczego potrzebne.

Mój dom to dźwięk piosenki, która nastraja pozytywnie i przyjemnie energetyzuje. Mój dom to aktywność fizyczna i przyspieszone bicie serca gdy patrzę w Jego oczy.

Tak wiele, ale nic z tego nie jest do kupienia. Tego nie osiągnie się szybkimi skokami w dobrobyt, karierę przez duże k, w hedonizm i ucieczkę przed trudem codzienności z wymagającymi dziećmi na czele. Łatwo nie przyszło, wymagało cierpliwości i zagryzania zębów, co wzmocniło najpiękniejsze powody do dumy w moim życiu.