Jak dowartościować się cudzym kosztem?

- I co, jesteś pewnie teraz szczęśliwa?
- Poziom mojego szczęścia plasuje się na podobnym poziomie.
- No jak to, nie cieszysz się z przeprowadzki, tyle lat na to czekałaś aż się wyrwiesz z kawalerki, z dala od śródmieścia, do tego swojego lasu.
- Wiesz, nauczyłam się nie wiązać poczucia szczęścia, ze stanem posiadania. Dziś o wiele bardziej cieszy mnie, że mam włosy, że moje wyniki badań świadczą, że jeszcze trochę pociągnę i popatrzę na moje dzieciaki, odpowiem na ich pytania.

Nie martwcie się, mi nic nie dolega, poza hipochondrią, ale widzę co się dzieje wokół, dlatego doceniam zupełnie coś innego, niż mainstreamowe pary małżeńskie.

Poza tym wiesz? Tu czy tam, jest podobnie, tu przeszkadzali nałogowi nikotynowi studenci, tam visa a vis drzwi do naszego odpierdolonego mieszkania, kucał stary dziadek i wrzucał pety do słoika. Wzięliśmy kredyt z palaczem, tyle w temacie szczęścia, świeżego powietrza i marzeń o lepszym życiu.

-Naprawdę? Buhahahahah

Nie naprawdę, może nie wszystko, ale wiedziałam, że to poprawi ci humor, wiem jak osoby w moim otoczeniu lubią dowartościowywać się cudzym kosztem. Zrobiłam Ci tę przyjemność, bo mi to zwisa. Nie zaproszę cię do bogato urządzonego salonu, żebyś podziwiał nowoczesne meble i nie będę brylować tym jak jestem ponad.

Zamiast tego przyjmę stare poprlowskie meblościanki i wyjadę z dzieciakami na wakacje, o ile styknie po odjęciu raty kredytu.